Pohl Frederic - Gateway Spotkanie Z Heechami - B�g i Heechowie


    Znalaz�em Heecha... Zdoby�em fragment Krzy�a �wi�tego... Rozmawia�em z Bogiem, naprawd� rozmawia�em - te wszystkie stwierdzenia pochodz� z tej samej parafii. Nie wierzysz w nie, ale s� przera�aj�ce. A potem, kiedy odkrywasz, �e s� prawdziwe, albo kiedy nie mo�esz z ca�� pewno�ci� stwierdzi�, �e nie s� - przychodzi czas cud�w, czas �miertelnego przera�enia. Kiedy by�em dzieciakiem, nie rozr�nia�em ich zbyt dobrze, a nawet wtedy, gdy doros�em, to rozr�nienie nie by�o wystarczaj�co jasne.
    By�o ju� po p�nocy, kiedy wreszcie ich wypu�ci�em. Ale wydusi�em z nich wszystko. Mia�em wachlarz, kt�ry zwin�li z pok�adu S. Ja. Zaprosi�em Alberta do dyskusji aby zada� wszelkie mo�liwe pytania, jakie tylko m�g� wymy�li� jego wra�liwy cyfrowy umys�. By�em zm�czony i wyczerpany, a �rodki przeciwb�lowe ju� dawno przesta�y dzia�a�, ale nie mog�em usn��. Essie og�osi�a stanowczo, �e je�li mam zamiar pope�ni� samob�jstwo gin�c z wyczerpania, to ona te� nie p�jdzie spa� i b�dzie si� �wietnie bawi� na tym przedstawieniu, a za chwil� cichutko pochrapywa�a na kanapie, ja za� zn�w wezwa�em Alberta.
    - Jeden szczeg� finansowy - powiedzia�em. - Walthers m�wi�, �e zrezygnowa�by ze swojej premii w wysoko�ci miliona dolar�w, �eby przekaza� mi t� informacj�, wi�c natychmiast przelej na jego konto... tak ze dwa miliony.
    - Oczywi�cie, Robinie. Albert Einstein nigdy nie bywa senny, ale kiedy chce da� mi zrozumienia, �e godzina, o kt�rej powinienem by� i�� do ��ka, ju� dawno min�a, doskonale potrafi ziewa� i przeci�ga� si�. - Powinienem jednak ci przypomnie�, �e stan twojego zdrowia...
    Powiedzia�em mu, co sobie mo�e zrobi� ze stanem mojego zdrowia. Potem mu powiedzia�em, co sobie mo�e zrobi� z pomys�em po�o�enia mnie jutro do szpitala. Rozpostar� wdzi�cznie d�onie.
    - Ty tu rz�dzisz, Robinie, - rzek� z pokor�. - Tak sobie tylko my�la�em.
    To nieprawda, �e Albert Einstein w og�le nie po�wi�ca czasu na my�lenie. Poniewa� jego obwody pracuj� z pr�dko�ci� �wiat�a, czas, jaki na to przeznacza, zwykle nie jest zauwa�alny dla takich istot z krwi i ko�ci, jak ja. No chyba, �e on chce, �eby da�o si� to zauwa�y�, dla uzyskania dramatycznego efektu.
    - Wyrzu� to z siebie, Albercie. Wzruszy� ramionami.
    - Chodzi mi tylko o to, �e w twoim trudno przewidywalnym stanie zdrowia nie powiniene� si� tak ekscytowa� bez powodu.
    - Bez powodu! Jezu, Albert, czasem zachowujesz si� jak durna maszynka. Jaki mo�na mie� lepszy pow�d ni� znalezienie �ywego Heecha?
    - Tak - odpar�, pykaj�c fajk� z namys�em i zmieni� temat. - Dane z moich czujnik�w wskazuj�, Robinie, �e musisz odczuwa� pot�ny b�l.
    - Jaki� ty sprytny, Albercie. - Rzeczywi�cie, m�yn w moim brzuchu prze��czy� si� na wy�szy bieg. Mia�em teraz wra�enie, �e ostrze miksera sieka mi jelita, a ka�dy obr�t to osobne d�gni�cie.
    - Czy mam obudzi� pani� Broadhead i powiedzie� jej?
    Ten komunikat by� zaszyfrowany. Gdyby�my obudzili Essie i powiedzieli jej co� takiego, sko�czy�oby si� na natychmiastowym wpakowaniu mnie do ��ka i tym ca�ym zag�askiwaniem i leczeniem, jakie tylko zapewnia Pe�ny Serwis Medyczny. Naprawd� zaczyna�o to wygl�da� kusz�co. B�l przera�a� mnie bardziej ni� umieranie. Umieranie by�o czym�, czego si� do�wiadcza�o, a potem nast�powa� koniec, za� b�l wydawa� si� nie mie� ko�ca.
    Ale nie wtedy!
    - Nic z tego, Albercie, - powiedzia�em. - Przynajmniej do chwili, a� powiesz to, z czym si� tak bardzo ukrywasz. Czy chcesz mi powiedzie�, �e gdzie� w mojej linii rozumowania zrobi�em b��dne za�o�enie? Je�li tak, powiedz mi gdzie.
    - Tylko wtedy, gdy uzna�e�, �e to, co odebra� Audee Walthers pochodzi od Heech�w, Robinie - rzek� pocieraj�c brod� ustnikiem fajki.
    Poderwa�em si� i chwyci�em za brzuch, gdy� taki nag�y ruch nie by� dobrym pomys�em.
    - A c� innego, u licha, mog�oby to by�, Albercie? Odezwa� si� ponuro:
    - Przyjrzyjmy si� dowodom. Walthers powiedzia�, �e inteligencja, kt�r� odebra�, by�a jaka� spowolniona, nawet zastopowana. To jest sp�jne z hipotez�, �e to Heechowie, gdy� uwa�a si�, �e schowali si� oni w czarnej dziurze, gdzie czas p�ynie wolniej.
    - Zgadza si�. Dlaczego wi�c...
    - Po drugie - kontynuowa� - odkrycie mia�o miejsce w przestrzeni mi�dzygwiezdnej. To r�wnie� pasuje, gdy� uwa�a si�, �e Heechowie maj� takie mo�liwo�ci.
    - Albercie!
    - I wreszcie - rzek� ze spokojem, nie przejmuj�c si� tonem mojego g�osu - wykryto inteligentn� form� �ycia, inn� ni� my sami - mrugn�� do mnie - czy te�, powinienem powiedzie�, inn� ni� ludzka rasa, a Heechowie s� jedyn� tak� znana, form�. Jednak�e - powiedzia� �agodnie - kopia dziennika pok�adowego statku, kt�r� przyni�s� kapitan Walthers, rodzi powa�ne pytania.
    - No dalej, m�w, �eby ci� pokr�ci�o!
    - Ju� m�wi�, Robinie. Wy�wietlmy pewne dane. - Odsun�� si� na bok ramy holograficznej i pojawi� si� tam zapis ze statku. Przedstawia� odleg��, blad� plam�, a na marginesie z prawej strony ta�czy�y symbole i liczby. - Zwr�� uwag� na pr�dko��, Robinie. Tysi�c osiemset kilometr�w na sekund�. To nie jest jaka� niemo�liwa pr�dko�� dla obiektu naturalnego - powiedzmy, kondensatu z czo�a fali supernowej. Ale dla statku Heech�w? Dlaczego mia�by lecie� tak wolno? I czy rzeczywi�cie przypomina statek Heech�w?
    - To niczego nie przypomina, na lito�� bosk�! To tylko plama. O olbrzymim zasi�gu. Nie da si� okre�li� dok�adnie, co to jest.
    Ma�a posta� Alberta na brzegu ekranu skin�a g�ow�.
    - W takiej formie rzeczywi�cie nie - przyzna� - ale uda�o mi si� powi�kszy� ten obraz. S� oczywi�cie inne kontr dowody. Je�li rzeczywi�cie �r�d�em jest czarna dziura...
    - Co?
    Albert uda�, �e mnie �le zrozumia�.
    - M�wi�em, �e hipotezie, jakoby �r�d�o znajdowa�o si� w czarnej dziurze, przeczy ca�kowita nieobecno�� promieni gamma oraz X w tym rejonie, a takie prawdopodobnie dochodzi�oby z poch�anianego przez dziur� py�u i gazu.
    - Albercie - rzek�em - czasem posuwasz si� za daleko!
    Spojrza� na mnie z uwag� cz�ciowo przymkni�tymi oczami. Wiem, �e te spokojne spojrzenia Alberta, jak r�wnie� udawanie przez niego, �e o czym� zapomina, to tylko efekciarskie sztuczki. Nie odzwierciedlaj� �adnej rzeczywisto�ci - zw�aszcza wtedy, gdy patrzy mi g��boko w oczy. Obrazki oczu na Albertowym hologramie nie potrafi� dostrzec nic wi�cej ni� oczy na fotografii. Je�li mnie postrzega, a niew�tpliwie to robi, udaje mu si� to dzi�ki obiektywom kamer, czujnikom infrad�wi�kowym, miernikom pojemno�ci elektrycznej, kamerom na podczerwie�, a �adne z nich nie s� umieszczone w pobli�u obrazu oczu Alberta. Ale mimo to s� chwile gdy mam wra�enie, �e Albert zagl�da prosto w moj� dusz�.
    - Chcesz wierzy�, �e to Heechowie, prawda, Robinie? - spyta� mi�kko.
    - To nie tw�j interes! Poka� mi ten powi�kszony obraz!
    - Dobrze.
    Obraz zamigota� kropkami... sta� si� �y�kowany... wyostrzy� si�; patrzy�em na olbrzymi� wa�k�. W malutkim pokazie Alberta wype�nia�a sob� ekran. Wi�kszo�� jej delikatnych skrzyde� da�a si� dostrzec tylko dlatego, �e zas�ania�y sob� gwiazdy. Wszystkie skrzyd�a spotyka�y si� jednak w jednym miejscu, gdzie znajdowa� si� cylindryczny obiekt z punktami �wietlnymi na powierzchni, a niekt�re z tych �wiate� l�ni�y jak skrzyd�a.
    - To �aglowiec! - westchn��em.
    - Tak. To �aglowiec - przytakn�� mi Albert. - Fotonowy statek kosmiczny. Jego si�� nap�dow� jest ci�nienie �wiat�a na powierzchni� �agli.
    - Ale, Albercie... Albercie, to musi trwa� ca�e wieki.
    Skin�� g�ow�. Wed�ug ludzkich poj��, tak, to jest dobry opis. Przy prawdopodobnej pr�dko�ci tego statku jego podr�, powiedzmy z Ziemi do najbli�szej gwiazdy, Alfy Centaura, zaj�aby jakie� sze��set lat.
    - M�j Bo�e. Sze��set lat w takiej klitce?
    - To nie jest ma�e, Robinie - poprawi� mnie. - Widzimy to z wi�kszej odleg�o�ci ni� ci si� wydaje. Moje dane dotycz�ce odleg�o�ci s� jedynie przybli�one, ale wed�ug najlepszego przybli�enia rozpi�to�� �agli wynosi nie mniej ni� sto tysi�cy kilometr�w.
    Na damasce�skiej sofie Essie wci�gn�a gwa�townie powietrze, zmieni�a pozycj�, otworzy�a oczy, spojrza�a na mnie, oskar�ycielskim tonem rzek�a: "Jeszcze nie �pisz, co?" i zn�w zamkn�a oczy, a wszystko to zrobi�a nie budz�c si�.
    Opar�em si� wygodnie, ogarn�o mnie zm�czenie i b�l.
    - Szkoda, �e nie chce mi si� spa� - powiedzia�em. - Musz� pogotowa� to wszystko troch� na ma�ym ogniu, zanim wch�on�.
    - Oczywi�cie, Robinie. Pozw�l, �e co� ci zaproponuj� - rzek� sprytnie Albert. - Nie zjad�e� zbyt wiele na obiad, wi�c mo�e przygotuj� ci troch� pysznej zupy z zielonego groszku albo zup� rybn�...
    - Wiesz, co dzia�a na mnie usypiaj�co, prawda? - odpar�em, bliski �miechu, zadowolony, �e uda�o mi si� wr�ci� my�l� do zwyk�ych codziennych spraw. - Czemu nie?
    Uda�em si� wi�c z powrotem do jadalni. Pozwoli�em, �eby podprogram barma�ski Alberta przygotowa� mi troch� pysznego grzanego rumu, a sam Albert pojawi� si� w holoramie nad kredensem, by dotrzyma� mi towarzystwa.
    - Bardzo smaczne - powiedzia�em, wychylaj�c ostatni� kropl�. - Poprosz� o jeszcze jeden zanim si�d� do jedzenia, dobrze?
    - Oczywi�cie, Robinie - odpar�, bawi�c si� ustnikiem fajki. - Robinie?
    - Tak? - spyta�, si�gaj�c po nowego drinka.
    - Robinie - i potem nie�mia�o - mam pomys�. By�em w dobrym nastroju na s�uchanie nowych pomys��w, wi�c unios�em brwi na znak przyzwolenia.
    - Walthers podsun�� mi pewien pomys�. Zinstytucjonalizuj to, co dla niego robisz. Ustan�w doroczne nagrody. Podobne do nagrody Nobla albo premii naukowych Gateway. Sze�� nagr�d rocznie, ka�da po sto tysi�cy dolar�w, ka�da dla kogo� z innej dziedziny nauki i odkry�. Przygotowa�em bud�et... - przesun�� si� na bok, przekrzywi� g�ow� na bok aby spojrze� w r�g ramki z obrazem; pojawi� si� tam starannie wydrukowany prospekt - je�li wyka�emy nominalny rozch�d w wysoko�ci sze�ciuset tysi�cy rocznie, prawie w ca�o�ci odzyskany dzi�ki oszcz�dno�ciom na podatkach i uczestnictwu stron trzecich...
    - Chwileczk�, Albercie. Nie r�b za ksi�gowego. B�d� moim doradc� naukowym. Nagrody za co?
    - Za pomoc w rozwi�zaniu zagadek wszech�wiata. - Rzek� po prostu.
    Opar�em si� wygodnie i wyci�gn��em, czuj�c odpr�enie i ciep�o. Oraz �agodno��, nawet dla programu komputerowego.
    - Och, do diab�a, Albercie. M�w dalej. Czy zupa jest ju� gotowa?
    - Za minutk� b�dzie - odpar� pos�usznie rzeczywi�cie tak by�o. Zanurzy�em w niej �y�k�. To by�a zupa rybna. G�sta. Bia�a, z ca�ym mn�stwem �mietany.
    - Ale nadal nie wiem, o co ci chodzi - powiedzia�em.
    - Informacja, Robinie - rzek�.
    - Ale wydawa�o mi si�, �e tak czy inaczej dostajesz wszelkie mo�liwe informacje.
    - Oczywi�cie, �e tak - jak ju� je opublikuj�. Mam program wyszukuj�cy z zaprogramowanymi s�owami kluczowymi, kt�ry ca�y czas pracuje, z ponad czterdziestoma trzema flagami tematycznymi, by natychmiast, kiedy tylko gdziekolwiek co� si� pojawi, powiedzmy na temat transkrypcji j�zyka Heech�w, automatycznie l�duje to w moich bazach danych. Ale ja chc� to dosta� zanim zostanie opublikowane albo je�li w og�le nie zostanie opublikowane. Jak odkrycie Audee'ego, rozumiesz? Zwyci�zcy b�d� corocznie wybierani przez jury, a ja z przyjemno�ci� - mrugn�� - pomog� ci wybra� sk�ad. Zaproponowa�em sze�� dziedzin bada�. - Skin�� w stron� obrazu; bud�et znikn��, zast�piony przez eleganck� list�:
    
    1. Przek�ad zapis�w Heech�w.
    2.Obserwacja i interpretacja problemu brakuj�cej masy.
    3.Analiza technologii Heech�w.
    4.Poprawa sytuacji powsta�ej w zwi�zku z terroryzmem.
    5. Poprawa sytuacji zwi�zanej z napi�ciami na arenie mi�dzynarodowej
    6.Nieegoistyczne przed�u�enie �ycia.
    
    - Wszystkie punkty brzmi� bardzo przyzwoicie - rzek�em z aprobat�. - Zupa te� jest pyszna.
    - Tak - odpar� - kucharz potrafi �wietnie spe�nia� polecenia. - Spojrza�em na niego sennie. Wydawa�o mi si�, jego g�os brzmi �agodniej - nie, mo�e bardziej pasuje tu okre�lenie "bardziej s�odko" - ni� przedtem. Ziewn��em, pr�buj�c wyostrzy� wzrok.
    - Wiesz, Albercie - powiedzia�em. - Wcze�niej tego nie zauwa�y�em, ale przypominasz troch� moj� matk�. Od�o�y� fajk� i spojrza� na mnie ze wsp�czuciem.
    - Nie powiniene� si� tym przejmowa�, Robinie - rzek�. - Nie ma si� czym przejmowa�.
    Obserwowa�em m�j wierny program z senn� przyjemno�ci�.
    - Chyba masz racj� - potakn��em. - Mo�e jednak wcale nie przypominasz mojej matki. Te wielkie brwi...
    - To nie ma znaczenia, Robinie - rzeki �agodnie.
    - Nie ma, prawda? - zgodzi�em si� z nim.
    - Powiniene� teraz zasn�� - uci�� rozmow�.
    I rzeczywi�cie, wydawa�o si� to tak dobrym pomys�em, �e zasn��em. Ale nie od razu. Nie gwa�townie. Powoli, spokojnie; b��dzi�em na granicy snu i jawy, by�o mi wygodnie i czu�em si� rozlu�niony, wi�c nawet nie wiem, gdzie zako�czy� si� p�sen, a zacz�� sen prawdziwy. By�o to marzenie senne lub sen na jawie, ten stan zawieszenia, w kt�rym wydaje ci si�, �e �nisz, ale wcale si� tym nie przejmujesz, a umys� w�druje. Och, tak, m�j umys� w�drowa�. Bardzo daleko. �ciga�em si� po ca�ym wszech�wiecie z Wanem, si�gaj�c do kolejnych czarnych dziur w poszukiwaniu czego� bardzo dla niego wa�nego, wa�nego r�wnie� dla mnie, cho� nie wiedzia�em dlaczego. By�a tam jaka� twarz, ale to nie by�a twarz Alberta, ani mojej matki, nawet nie Essie, twarz kobiety z ciemnymi brwiami...
    Rany, pomy�la�em przyjemnie zaskoczony, ten skurwiel dosypa� mi co� do zupy!
    A tymczasem wielka Galaktyka obraca�a si�, a ma�e cz�steczki materii organicznej pcha�y nieco wi�ksze cz�steczki metalu i kryszta�u przez ca�y wszech�wiat pomi�dzy gwiazdami; i kawa�ki materii organicznej do�wiadcza�y b�lu, samotno�ci, przera�enia i rado�ci na wszelkie mo�liwe sposoby; ale ja ju� spa�em na ca�ego i to wszystko nic mnie nie obchodzi�o. Wtedy.



Strona g��wna     Indeks